Menu
Dla rodziców / Dwujęzyczność / Książki dla dzieci

Rok w Usborne – moje wrażenia z bycia przedstawicielką wydawnictwa

książki dla dzieci po angielsku współpraca Usborne przedstawicielka

W maju minął rok, od kiedy zostałam przedstawicielką Usborne. W skrócie oznacza to, że zamawiam genialne książki dla swojego synka bezpośrednio z brytyjskiego wydawnictwa. Mam także możliwość promowania i sprzedaży książek Usborne wśród innych rodziców czy nauczycieli, którzy otaczają dzieci językiem angielskim i z tej opcji również korzystam. 

Książki kochałam od zawsze. Zawsze też mówiłam, że nie będę się zajmować sprzedażą, bo nie umiem wciskać ludziom kitu. Całe szczęście nie muszę tego robić 🙂  Mimo, że teraz faktycznie sprzedaję sporo książek Usborne – i jest to obecnie moje główne źródło dochodów, to jakoś ciężko mi myśleć o sobie jako o sprzedawcy – zdecydowanie wolę określenie doradca 😉 To doradzanie bardzo odróżnia mnie od zwykłej księgarni internetowej, w której obsługa jest bezosobowa i nie bardzo można liczyć na pomoc w dopasowaniu książek do potrzeb małych czytelników.

Dzisiaj chcę się z Tobą podzielić moimi osobistymi wrażenia z ponad rocznej współpracy z brytyjskim wydawnictwem. Mam nadzieję, że ten artykuł będzie interesujący i pomocny dla osób, które zastanawiają się, czy warto zostać przedstawicielką Usborne.

Dlaczego dołączyłam do Usborne?

Przede wszystkim chciałam taniej kupować książki dla mojego synka. Kiedy zaczęłam wprowadzać Filipowi angielski, książki stały się dla mnie ogromnym wsparciem. Czytaliśmy bardzo dużo, więc co chwilę kupowałam nowe pozycje. Po kilku miesiącach naszej przygody z angielskim trafiłam na książki wydawnictwa Usborne i totalnie przepadłam. Ogromnie mi się spodobały i wiedziałam, że na kilku sztukach nie poprzestanę. Od osoby u której zamawiałam książki dowiedziałam się, że mogę zostać przedstawicielką wydawnictwa, dokładnie tak jak ona. Podrążyłam trochę temat i stwierdziłam, że spróbuję. 

książki po angielsku dla dzieci Usborne współpraca przedstawiciel

Ryzyko było praktycznie żadne, bo:

1. książki mogłam zamawiać tylko dla siebie, nie musiałam ich sprzedawać,

2. jeśli jednak chciałabym spróbować sprzedaży, to nie musiałam zakładać działalności gospodarczej,

3. oprócz wykupienia pakietu książek na start byłam zobowiązana złożyć tylko jedno zamówienie za 120 gdp w przeciągu 12 tygodni od rejestracji.

W Usborne nie ma żadnych miesięcznych, kwartalnych czy rocznych targetów. Jeśli nie masz potrzeby zamawiania więcej książek, po prostu tego nie robisz. Więcej o tym, jak wyglądają formalności napisałam tutaj. 

Dodatkowo, od trzech miesięcy prowadziłam konto na Instagramie i pomyślałam, że być może mamy, z którymi mam tam kontakt, będą chciały zamawiać książki za moim pośrednictwem. Tak też się stało 🙂 Pamiętam jeszcze moje pierwsze nieśmiałe pytanie na stories, czy ktoś chce dołączyć do zamówienia i tę ogromną radość, kiedy kilka z Was się wtedy odezwało. 🙂 

Co mi daje bycie przedstawicielką brytyjskiego wydawnictwa

Przede wszystkim zapewniam mojemu dziecku mnóstwo fantastycznych książek, z których korzystamy codziennie. Książki Usborne są wyjątkowe – my uwielbiamy zwłaszcza wszelkie pozycje edukacyjne – tzn. takie, które dodatkowo niosą wiedzę o świecie. Brzmi to poważnie i pewnie nie jedną osobę szokuje, po co dwulatkowi takie informacje. Zapewniam jednak, że książki Usborne przedstawiają fakty w sposób niezwykle przystępny, zabawny i dostosowany do możliwości maluchów. Gdybym miała kupować te książki z marżą innej przedstawicielki, to myślę, że mielibyśmy ich o jakieś 90 proc. mniej. Dostęp do niektórych tytułów pewnie też byłby ograniczony, a teraz po prostu zamawiam to, co mi wpadnie w oko i jest dostępne na magazynie 🙂 Nie mam też poczucia, że wydaję na te książki miliony monet, bo im większe składam zamówienie, tym większy rabat otrzymuję.

Ogromną radość sprawiają mi też przemiłe wiadomości od osób, które zamawiają u mnie książki, a potem piszą, jak bardzo są one i ich pociechy zachwycone tymi pozycjami. Powera dodaje mi też fakt, że większość dziewczyn wraca do mnie po kolejne tytuły 🙂 Niewiele jest osób, które poprzestały na jednym zamówieniu. Czuję się mega szczęśliwa, że jestem w stanie im doradzić i dostarczyć świetnej jakości książki, które pomagają im otaczać dzieci angielskim.

Usborne pozwoliło mi też sprawdzić się w zupełnie nowej roli – przedsiębiorcy 🙂  Nie zamierzam czarować, że jestem przedstawicielką wydawnictwa tylko i wyłącznie dla idei. Jak każdy człowiek potrzebuję zarabiać, aby żyć. Usborne pozwoliło mi podjąć pewne ryzyko, którego bez możliwości dorabiania bym nie podjęła. Zdecydowałam się na urlop wychowawczy, bo bardzo zależało mi na pozostaniu z synkiem i nie posyłaniu go do żłobka. Bez możliwości dorabiania nie mogłabym podjąć takiej decyzji. 

Moje największe rozczarowanie

Wsparcie rodziny i bliskich znajomych, a raczej jego brak. Rodzina i znajomi owszem, byli zainteresowani książkami, ale najlepiej darmowymi 😉 Na początku byłam tym mocno zszokowana. Liczyłam na to, że sporo książek trafi do osób, z którymi znam się osobiście.. Wydawało mi się to takie naturalne – przecież mają oni swoje dzieci, dzieci w rodzinie albo wśród znajomych. Niektórzy nawet piszą mi, że korzystają z moich wskazówek, co do wprowadzania drugiego języka itd. A poza tym, nawet jeśli nie chcą kupować książek, albo wolą to robić u kogo innego, to przecież szepnięcie słówka ich znajomym czy udostępnienie mojego posta nic nie kosztuje…Cóż… 🙂  Oczywiście i od tego były wyjątki i w tym miejscu chciałabym podziękować Uli, Paulinie, Andżelice i Justynie 🙂

Od razu podkreślam, że to są moje doświadczenia i nie znaczy, że tak jest zawsze. Część innych przedstawicielek również była zaskoczona brakiem wsparcia najbliższych, ale jest też mnóstwo dziewczyn, które z dumą opowiadają, jak ich koleżanki nie tylko kupują u nich książki, ale też zabierają je do swoich miejsc pracy czy przedszkoli/szkół dzieci i tam zdobywają dla nich klientów. Bezinteresownie. To bardzo pokrzepiające, że są jeszcze na świecie tacy ludzie 🙂  

Co cenię sobie w byciu przedstawicielką wydawnictwa Usborne

Po pierwsze – bardzo odpowiada mi swoboda działania. Zamawiam co chcę i kiedy chcę. Książki mogę zamawiać tylko dla siebie, nie mam obowiązku promowania ich czy sprzedawania dalej. To jest po prostu możliwość, z której ja akurat korzystam. Nie muszę wyrabiać żadnych targetów. Pracuję kiedy chcę, promuję co chcę, żaden szef nie smęci mi nad głową 😉

Po drugie – kontakt z Wami i satysfakcja, że to co robię, ma sens. Książki Usborne są genialne – chyba nikt nie ma co do tego obiekcji. Traktują one młodego człowieka jak osobę myślącą, pomagają rozwijać zainteresowania i są świetną pomocą w dwujęzycznych wychowywaniu dziecka. Korzystam z nich na co dzień i czerpię z nich garściami wraz z moim maluchem. Możliwość promowania tych książek i sprawianie, że trafiają do kolejnych rodzin na serio daje mi dużo radości 🙂  Zawsze miałam w sobie chęć czynienia dobra pod różnymi postaciami 😉 Z tej właśnie wewnętrznej potrzeby postanowiłam prowadzić konto na Instagramie i opowiadać o naszej dwujęzycznej przygodzie i książkach, a teraz mam podwójną satysfakcję, że mogę tę misję łączyć z pracą. 

Po trzecie – mam poczucie, że ciągle się czegoś uczę, rozwijam się i daję sobie szansę na niezależność. Dziewczyny z Usborne – inne przedstawicielki wydawnictwa – dzielą się swoimi doświadczeniami i pomysłami na rozwój działalności, prowadzą szkolenia ze sprzedaży online i offline (np. na kiermaszach w szkołach czy lokalnych eventach) i na przeróżne inne tematy, kiedy pojawia się taka potrzeba. Pomagamy też sobie w przeróżnych innych sytuacjach – na naszej grupie na FB możemy zadać nurtujące nas pytania. Mam wrażenie, że tworzymy całkiem fajny team. 

Co mi się w Usborne nie podoba

Bardzo przeszkadza mi bezmyślne bombardowanie ofertami Usborne na niektórych grupach książkowych na FB i zachwalanie np. książek, których bohaterami są spersonifikowane zwierzęta na grupach o metodzie Montessori… Jest mi wtedy po prostu wstyd. To samo czuję, gdy widzę, że ktoś prosi o polecenie książek, a pod jego postem jest kilka komentarzy różnych przedstawicielek… To są niefajne zachowania i generalnie nie powinny mieć miejsca (są niezgodne z naszym wewnętrznym regulaminem). Na szczęście takie sytuacje zdarzają się coraz rzadziej. 

Brak możliwości sprzedaży poprzez stronę internetową lub na portalach aukcyjnych też wzbudza we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem politykę wydawnictwa – po to są przedstawicielki, aby miały bezpośredni, bliski kontakt z klientami. Nie jesteśmy bezosobowymi księgarniami internetowymi. Z drugiej strony to bywa trochę uciążliwe – klienci często pytają o możliwość przejrzenia całego katalogu, chcą od razu widzieć ceny. Trochę rozwiązałam tę kwestię tworząc katalog książek na mojej stronie 🙂

Usborne to tzw. MLM. Dlaczego mi to nie przeszkadza?

MLM – tak w skrócie – to firma w której zarobki przedstawicieli zależą od ich sprzedaży, a także od sprzedaży osób, które dołączyły do firmy za ich pośrednictwem.

Czy mnie to boli, że osoba, za pośrednictwem której dołączyłam do Usborne i która nie raz dzieliła się (i nadal dzieli) swoim doświadczeniem, odpowiada na moje przeróżne pytania i doradza, gdy tego potrzebuję,  dostaje procent od mojego zamówienia? Absolutnie nie 🙂 Nic na tym nie tracę. Mam natomiast wsparcie osoby, która ma większe doświadczenie niż ja i która życzy mi dobrze. Jestem typem Zosi Samosi, ciężko mi pytać kogoś o radę, a jeszcze trudniej prosić o pomoc. Powoli się to zmienia i czuję, że moja mentorka jeszcze nie raz doradzi mi coś mądrego 🙂

W moim zespole jest jak na razie jedna osoba. Ewa sama się do mnie zgłosiła i zamawia książki tylko dla swoich dzieci. Zapewniam Was, że nie ciśnieniuję jej, aby zamawiała więcej, częściej, ani drożej 😉 Jeśli zainteresowała Cię możliwość dołączenia do Usborne zerknij tutaj.

Czy dołączyłabym do Usborne jeszcze raz?

Zdecydowanie tak! Uważam, że to była bardzo dobra decyzja – moje dziecko ma dzięki temu dostęp do niesamowitych książek, a ja na tym nie bankrutuję, a wręcz przeciwnie – rozwijam skrzydła prowadząc swój biznes. Mam też mega satysfakcję z tego, że dzięki mojemu zaangażowaniu świetne książki trafiają w Wasze ręce. Każda wiadomość z feedbackiem po otrzymaniu przez Was zamówienia daje mi ogromnego powera 🙂

Nie ukrywam natomiast, że nie zawsze byłam tak pozytywnie nastawiona do mojej nowej roli. Miewałam (i nadal czasem miewam) mentalne wzloty i upadki. Czasem frustruję się, że pokazuję świetną książkę, a nie sprzedaje się ona jak ciepłe bułeczki  😉 Nadal czuję też pewien niedosyt – ale to chyba dobry znak. Chciałabym działać na większą skalę, tak aby jak najwięcej osób mogło skorzystać z oferty Usborne, a ja mogła spać spokojnie nie martwiąc się o stan mojego konta ;). 

Gdybym mogła cofnąć czas, na pewno zmieniłabym jedno – od początku śmielej mówiłabym o tym, że książki wydawnictwa Usborne to złoto i że można je u mnie zamówić. Czasem mam wrażenie, że każdy już je zna, a potem dostaję wiadomość z pytaniem, co to jest Usborne albo gdzie kupuję takie fajne książki po angielsku 😉

Jeśli macie pytania o współpracę z Usborne lub o książki – koniecznie dajcie znać. Postaram się pomóc 😉 Zawsze możesz napisać do mnie na Instagramie lub na maila.  

2 komentarze

  • English Speaking Mum
    7 sierpnia, 2021 at 10:04 pm

    Przeczytałam od początku do końca, super że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami. Podoba mi się, że nie lukrujesz. Ksiazki Usborne uwielbiam, też uważam że warto je polecać dalej i promować. Ja nie bardzo rozumiem ideę prowizji dla mentora, i ogólnie tej hierarchii, dla mnie lepiej byłoby aby każdy samodzielnie podlegał pod samo wydawnictwo. Ale najważniejsze aby pasowało to osobom zainteresowanym, jeśli obie strony się na to godzą to jest to OK 👍

    Reply
    • Kasia
      7 sierpnia, 2021 at 11:08 pm

      Dzięki Justyna 🙂 Idea mentora jest wg mnie bardzo słuszna (w tym przypadku), bo to jest taka Twoja ostoja. Jak masz rozkminę, wątpliwości, nie wiesz jak coś zrobić (od spraw czysto technicznych, przez wybór książek nawet dla swojego dziecka po rozwój biznesu), mentor to ta osoba, która powinna Cię wesprzeć, pokierować. To też zajmuje czas i powinno być za to wynagrodzenie – i jest w formie prowizji, dla mnie to mega fair. Ja przez rok miałam swoje wzloty i upadki w działaności Usborne, byłam zachęcana do zostania mentorką, budowy zespołu, ale totalnie nie czułam się na siłach, nie czułam się kompetentna. Ostatnio coś zmieniło, zresztą pewnie zauważyłaś, że teraz pokazuję bardzo dużo książek Usborne u siebie i jestem przeszczęśliwa, że trafiają za moim pośrednictwem do wielu małych czytelników. I czuję też, że to ten etap, kiedy i ja mogę podzielić się z innymi swoim doświadczeniem 🙂

      Reply

Skomentuj